|
||||
|
|
||||
![]() |
|
|||
|
Bieg „Poddaj
się, zrezygnuj!” – głosy nachalne wołają „Tym
razem już nie wygrasz, nareszcie cię pokonają”. Już niemal uwierzyłem w nieuchronność
klęski Gdy w
pamięci mej odżył bieg ten, bieg zwycięski. I nową
nadzieję zrodziło to wspomnienie, Z tą
myślą odżyło całe me istnienie. Bieg
chłopców z dzieciństwa pamiętam doskonale Biegliśmy
z obawą, biegliśmy z zapałem, Do biegu
gotowi, z pewnością w sercu, O
pierwszym i zwycięskim każdy marzył miejscu. Ojcowie
patrząc z boku do walki zachęcali, Chcieliśmy im pokazać, że słusznie nam
ufali. I
wreszcie start! Pognaliśmy, co tchu w piersi. Chcieliśmy być bohaterami, chcieliśmy być
pierwsi! Jeden z
chłopców wysunął się na czoło kolumny i myślał
sobie: „Ależ tata będzie ze mnie dumny!” Lecz wtem
nagle, gdy biegli przez pola słoneczne Chłopiec
się potknął i zachwiał niebezpiecznie. Choć
starał się, nie zdołał złapać równowagi. I padł,
słysząc wkoło złośliwe uwagi. Jak
bardzo żałował wtedy, że istnieje! Porzucił
w swym sercu już wszelką nadzieję. Aż nagle,
kiedy spojrzał w swego taty oczy Zrozumiał: „Muszę jednak bieg ten
dokończyć.” Z prochu
powstał do biegu pełen nowych sił Patrząc
naprzód, nie oglądając się w tył. Zbyt
mocno jednak pragnął nadrobić drogi Znów się
pod nim ugięły osłabione nogi. „To, po
co ja w ogóle z upadku powstaję! Ja się do
tego biegu zupełnie nie nadaję!” I znów
wśród tłumu spotkał swego taty oczy Zrozumiał: „Muszę jednak bieg ten
dokończyć.” I wstał i
zaczął biec, choć był daleko w tyle, „Jak
bardzo się postaram, dogonię ich za chwilę.” Do biegu
znów się rzucił ostatkiem swoich sił, Wysiłek
był zbyt wielki i znowu upadł w pył. Gdy leżał
pokonany, płynęły z oczu łzy Nie
dokończę biegu, już nie mam całkiem sił. Gdzieś
prysła wola walki, nadzieję już porzucił. i gorzki
smak porażki do serca wnet powrócił „Przywyknę i nauczę się jak z tą zniewagą
żyć, Lecz
gdzie się będę mógł przed wzrokiem taty skryć?” I wtedy
cichy głos usłyszał w sercu swym: to nie
jest koniec biegu, a ty wciąż biegniesz w nim! Więc
obudź swą nadzieję i nabierz znowu sił. Zwycięstwem jest powstawać, gdy się upada w
pył. Więc
powstał i do mety mozolnie zaczął biec, Bez
względu na to, który będzie, już nie podda się. Odrzucił
precz od siebie wszelkie myśli złe, Jak po
zwycięstwo w biegu tym wytężał siły swe. Choć
medal nie dla niego był, choć smak upadku znał To
powstał i dokończyć biegu z całej siły chciał. Gdy
pierwszy chłopiec minął metę, z radości śpiewał
tłum Zwycięzca
znał, czym radość jest, nie poznał, co to znój. Lecz gdy
do mety już na końcu dotarł chłopiec ten Tłum
jeszcze bardziej cieszył się, bo on nie poddał się! „Nie
popisałem się” – do taty swego smutno chłopczyk
rzekł „Mój
drogi, dla mnie zwyciężyłeś, bo podniosłeś się!” I teraz,
gdy mam trudne chwile i pochmurne dni To w
biegu moim chłopiec ten pomaga wytrwać mi. Bo życie
jest jak bieg i upaść czasem przyjdzie nam, Za każdym
razem, gdy upadniesz bez wahania wstań. Choć
wrogi głos ci mówi znów „Zrezygnuj, poddaj się!” To inny głos zapewnia cię, że ty dokończysz bieg.
|
||||
![]() |
||||
|
|
|
![]() |
||
|
|
||||
|
|
|
|
||